Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bilans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bilans. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 września 2014

ostatni post

       Post będzie szybki, bo szczerze mówiąc nie chcę marnować zbyt wiele czasu. Prawdopodobnie piszę tu po raz ostatni. Długo myślałam, czy nie usunąć bloga i możliwe, że za jakiś czas zdecyduję się na to. Na razie jednak piszę.

       Jeszcze w wakacje byłam u siostry na noc, gdzie musiałam coś zjeść. Potem miałam rodzinny obiad u mojego obecnego chłopaka i głupio było mi odmówić, więc też jadłam. Nie miałam nawet wyrzutów sumienia. W szkole dowiedziałam się, że połowa klasy uważa, że jestem za chuda i martwi się o mnie. Nauczyciel wfu i pani od polskiego nawet ze mną rozmawiali na ten temat, pytali, czy wszystko okej, ostrzegali, żebym nie wpadła w jakąś anoreksję. Byłam w fatalnym stanie kiedy dowiedziałam się, że moja przyjaciółka jest przerażona tym, co się ze mną dzieje i płakała, rozmawiając na ten temat z drugą. Popatrzyłam się w lustro i pomyślałam "hej, jest naprawdę nieźle". A potem wrócił apetyt, głównie przez mojego chłopaka. Bo nagle znalazłam najwspanialszą osobę na świecie, która chce ze mną być. I kiedy widziałam, jak reagował na to, że niknę w oczach, kiedy patrzył się na mnie i prosił, żebym zaczęła jeść, żebym mu obiecała, że zacznę jeść, to coś się we mnie skręcało. I jem.

       Miałam już 53kg, teraz waga pokazuje lekko ponad 54. Jadłam, potem znów nie jadłam, potem jogurcik dziennie, zdarzyło się też kilka dni, kiedy wiedziałam, że przegięłam ze zbyt dużą ilością jedzenia. Ale ogólnie jem. Jogurt, wafle ryżowe, normalny obiad, tu kawałek czekolady, tu ciastko z czekoladą, tu kanapkę, jem. Nie wyglądam już jak trup, nie robią mi się siniaki od każdego uderzenia i nie mam zapadniętego brzucha. Kiedy jestem głodna, idę coś przekąsić. Powoli. Nie wiem co jeszcze zrobi moja waga, nie wiem, czy nie wywinduje za bardzo w górę. Zaczęłam ćwiczyć i chcę ustabilizować się na jakichś 53kg. Początkowo upierałam się przy 52, ale szczerze, co zmieni mi ten kilogram? Tylko niepotrzebnie się ograniczam, stawiam jakieś absurdalne, nieważne cele, których spełnienie nie zmieni prawie nic. Uświadomiłam sobie, że wyglądam już naprawdę dobrze. I kiedy moja znajoma, ciut ode mnie niższa, aspirująca na 45kg powiedziała "hej, nie chudnij już, błagam, bo będzie źle" - dotarło do mnie, że może ma rację.

       Będę się starała żeby już nigdy nie przekroczyć 55, żeby ćwiczyć w miarę regularnie, żeby się nie przejadać, ale żeby jednak jeść i nie robić dnia czy dwóch głodówki. Ale jeśli kiedyś przestanę się ważyć, a po jakimś czasie ujrzę 56 czy 57 kg to szczerze, czy coś się zmieni? Świat się nie zawali. Mam ważniejsze rzeczy do robienia, mam poważniejsze problemy i nie chcę dokładać sobie jeszcze jakiegoś chorego bzika na punkcie chudości.

       Udało mi się. Znaczy, nadal udaje, bo jeszcze czasem czuję się za gruba i myślę "może jednak trzeba było dojść do tych 49kg". Ale koniec z tym. Po prostu koniec.

       Przepraszam każdą z Was, którą w jakikolwiek sposób skrzywdziłam, którą "wspierałam", żeby trzymała się zbyt niskokalorycznej diety i zatracała w tym dziwnym, pokręconym świecie. Bo to jest dziwny, pokręcony świat, druga rzeczywistość, tworzona przez nas każdego dnia, w którą się wbijamy, do której uciekamy i która sprawia, że izolujemy się od normalnego życia. Od bliskich. Od tych, na których nam zależy.

       Mam szczęście, że w dobrym momencie kilka bliskich mi osób interweniowało, bardzo subtelnie, ale jednak. Ale jeśli by tego nie zrobili, a ja właśnie dochodziłabym do 49kg, to już by było przegięcie. Nie warto.


czwartek, 28 sierpnia 2014

dzień trzydziesty drugi i trzydziesty trzeci

       Bardzo mam dobry nastrój. Tak dla odmiany. Ogólnie podsumowanie będzie rozwinięte, bo byłam na imprezie. Dla ułatwienia, zrobię dzisiaj bilans dwudniowy, bo nie chce mi się pisać oddzielnie czego odmawiałam przed północą, a czego po. Jeśli będę miała wieczorkiem chwilę to uzupełnię listę.

       Zawartość żołądka:
- coca cola
- fanta
- mountain diew
- somersby
- łyk perły i żywca
- oranżada biała
- kieliszek wódki
- jakieś soczki, które wpadły mi w ręce
- słaba kawa z mlekiem
- herbatka z cytryną i cukrem
- mleko sojowe czekoladowe (pewnie ok. 2 szklanek)
- duża kawa mrożona (w domku)

       Odmówiłam:
- śniadania rano
- piersi z kurczaka w panierce na obiad z jakąś sałatką
- kiełbasek i karkówki z grilla
- grillowanych ziemniaków i pieczywa
- pianek (tych z ogniska również)
- wszelkich chipsów
- ciastek
- słonych paluszków
- pancake'ów (które sama smażyłam hahaha) z nutellą/dżemem/piankami/miodem
- kanapek z szynką i serem
- popcornu
- rurek z kremem czekoladowym
- sałatki greckiej
- i znowu śniadania w domu

       Coś tam by się pewnie jeszcze znalazło, ale notuję tylko to, o czym dokładnie pamiętam, że mnie kusiło.

       Wszyscy znajomi widzą, że się głodzę i widzą, jak schudłam, ale nikt nie robi mi wyrzutów. Jedna z przyjaciółek powiedziała, że będzie mnie wspierać aż do moich 49 kg, bo wie, że załamię się, jeśli nie osiągnę celu, ale potem sama mnie przypilnuje, żebym powoli wracała do jedzenia i nie wpadła w prawdziwą anoreksję. Widzę, jak wszyscy się o mnie martwią. Widzę też, że jestem naprawdę mega szczupła. I widzę, że mój tyłek jest w fatalnej kondycji, muszę znów wprowadzić przysiady rano i wieczorem, dopóki nie rozpiszę bogatszego w ćwiczenia treningu (ten wprowadzę od września zapewne).

       Btw to było cudowne, jak pokazałam niektórym swoje chude zdjęcia, a oni byli w szoku. I jak chłopaki mnie podnosili i mówili, że jestem bardzo lekka i chuda i w ogóle. Jestem już bardzo blisko celu. Nie mogę się doczekać, jak osiągnę go, utrwalę wagę, zacznę ćwiczyć i jeść normalnie i zamknę bloga. Odetnę się od Any. Bo ona mnie mimo wszystko wykańcza.

       A tak w ogóle to waga pokazała dzisiaj (po tych wszystkich ilościach gazowanych i słodkich napojów) 52,5kg :')


środa, 27 sierpnia 2014

dzień trzydziesty pierwszy

       Mam już dość moich problemów z odżywaniem, dość słuchania od mamy, że jestem za chuda i muszę zacząć jeść, dość czucia się chorą. I dość zamartwiania się o okres. Marzę o tym, żeby jak najszybciej schudnąć te 4 kg, ustabilizować się i pod koniec września przestać wchodzić na bloga i odciąć się od tego etapu mojego życia. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale taka jest prawda. To jest chore. 

       Wrzucam bilans wczorajszego dnia (czyli 26 sierpnia).

       Zawartość żołądka:
- różne herbaty słodzone miodem i sokiem malinowym, albo cukrem
- cappuccino (bardzo słabe)
- pół kartonu czekoladowego mleka sojowego
- sok malinowy
- lekka kawa

       Odmówiłam:
- śniadania, kolacji
- obiadu - mama przygotowała mi ryż z sosem z kurczaka i pomidorów, taki dobry, pikantny, mniam
- placków z jabłkami u siostry
- smażonego serka tofu z sałatką
- ciasta

       Obwód bioder - 90cm. Udo i talia bez zmian. Na wadze mam zastój w postaci 53kg. Nie zdążę schudnąć do rozpoczęcia roku szkolnego. Może bym zdążyła na samej wodzie i gorzkiej herbacie, ale mam to gdzieś, wolę się pomęczyć chwilę dłużej ale chociaż przyjmować coś więcej do żołądka.

       Wczoraj zaczęłam się zwierzać przyjaciółce i ona była zszokowana. I martwiła się o mnie. Uświadomiła mi jak bardzo jestem chora. Dlatego byle dobić do ustalonego celu. Postaram się w ciągu najbliższych 3 kg (dobra miara czasu, co nie?) wstawić trening na nogi i dłuższy post dotyczący anoreksji.


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

dzień trzydziesty

       Cóż za miły dzień. Byłam u przyjaciółki, jej spodnie rozmiar 34 są na mnie idealne :D

        Zawartość żołądka:
- cappuccino z cynamonem
- słodzone herbatki
- somersby
- ciepłe mleko z miodem
- szklanka czekoladowego mleka sojowego
- kilka łyków coca coli zero

       Odmówiłam:
- śniadania, obiadu, kolacji
- budyniu
- krówek
- ciasta
- popcornu

       Muszę się pilnować, żeby nagle nie zacząć jeść. Powód? Jestem mega szczęśliwa. A wtedy dużo łatwiej przychodzi mi jedzenie. Ale dotrwam do tych 49 kg, skoro już zaczęłam i tak dobrze mi idzie :D

       Postaram się jutro rozpisać trening na nogi i zacznę go powoli wprowadzać.


niedziela, 24 sierpnia 2014

dzień dwudziesty dziewiąty

       Pogoda była paskudna, a moje wahania nastrojów - jeszcze gorsze. Godzinę temu byłam chodzącym szczęściem, ale późne popołudnie spędziłam na płakaniu w łóżku i nielubieniu świata.

       Zawartość żołądka:
(wszystko słodzone cukrem)
- zielona herbata z trawą cytrynową
- herbata z dzikiej róży
- czerwona herbata
- kubek bardzo słabego, domowego cappuccino
- pół kartonu sojowego mleka czekoladowego
- jeszcze więcej herbaty

       Odmówiłam:
- krówek, w czterech smakach (mama zawsze kupowała jeden smak raz na dwa miesiące ale tym razem wzięła kakaowe, orzechowe, śmietankowe, waniliowe... dzięki, naprawdę)
- owoców
- gołąbka z ziemniakami
- kanapek na śniadanie
- jogurtu jagodowego (na dole zwykły jogurt, na górze jagody takie fajne)
- ciasta
- ryżu z kawałkami kurczaka w sosie pieczarkowo-śmietanowym (za jakie grzechy ;-;)

       Pewnie jeszcze będę coś tam piła wieczorem, ale to będzie raczej sama herbatka. Zapiszę też swoje wymiary na 24 sierpnia: waga - równe 53kg; udo - 50cm, pośladki - 91cm, talia - 62cm, pod biustem - 71cm, cycki - 87cm. Centymetr jakoś tak sam wpadł mi w ręce.


dzień dwudziesty ósmy

       Wczoraj ostatni raz byłam w pracy. Został mi wolny tydzień wakacji i nie mam pojęcia jak go wykorzystać. Wiem tylko, że bardzo szybko mi zleci :c Wrzucam bilans z wczoraj.

       Zawartość żołądka:
-woda gazowana (ok. 0,5l)
- łyk coca coli (zwykłej)
- herbata z cukrem
- herbata z sokiem malinowym i miodem
- duży kubek ciepłego mleka z cukrem pudrem i cynamonem
- prawie całe somersby (to w ramach nagrody za trzy tygodnie pracy)

       Odmówiłam:
- serka waniliowego
- śniadania, obiadu, kolacji
- obiadu w pracy
- jogurtu jagodowego (mniam)
- czekoladek
- słonych paluszków
- kanapek z pastą jajeczną

       Nie piłam kawy, bo muszę sobie zrobić od niej detoks. W kolejnym poście wyjaśnię czemu.

       Trzymajcie się chudo x


piątek, 22 sierpnia 2014

dzień dwudziesty siódmy

        Czuję się coraz grubiej i coraz chudziej zarazem. Dobry paradoks.

        Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 0,5l)
- cappuccino
- kawa ze śmietanką i cukrem (x2)
- herbata z miodem, sokiem malinowym i cytryną
- herbata z cukrem i cytryną (x2)
- oshee niebieskie (bez cukru)
- coca cola zero (ok. 0,75l)
- mały tarczyn czarna porzeczka
- gorące mleko z miodem

       Odmówiłam:
- śniadania, obiadu, kolacji
- czekolady mlecznej
- rafaello
- zupy pieczarkowej

       Mam beznadziejny nastrój i ochotę na jedzenie. Ale jeszcze trochę. Do 50kg (45).


czwartek, 21 sierpnia 2014

dzień dwudziesty szósty

       Jaki miły dzień. Wszyscy mi mówili, że schudłam. A nawet - co jest ważniejsze - że jestem chuda. I czuję się chuda, to znaczy bardzo szczupła, już na granicy chudości. I w ogóle jest tak fajnie i wesoło i zaraz nastrój znowu mi się zmieni, ale ćśśś.

       Zawartość żołądka:
- cappuccino
- mleko
- sojowe mleko czekoladowe
- kawa ze śmietanką i cukrem
- herbata z cytryną i cukrem
- szklanka gorącej wody z sokiem malinowym
- coca cola zero (ok. 0,75l)
- łyk Żywca
- łyk Carlsberga

       Odmówiłam:
- śniadania, obiadu, kolacji
- Mca
- kebaba
- placków z jabłkami
- parówek na ciepło z jakimiś dodatkami

       Poczekam z ważeniem się aż do niedzieli, albo poniedziałku. Nie wiem czemu, chyba po prostu chcę na chwilę przestać kontrolować wagę. Liczę na miłą niespodziankę za kilka dni :3

        Już się wszystkim powoli przyznaję do głodówki. To znaczy znajomym, wiadomo, że nie rodzinie. I oni zdają się na to przymykać oko. Chociaż niektórzy robią mi kazania, ale niewielkie c:


dzień dwudziesty piąty

       Rano chyba wygodniej mi pisać. Podsumowanie 20 sierpnia leci.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 1l)
- cappuccino w domu
- kawa w pracy
- trzy herbaty z cukrem i cytryną
- szklanka czy dwie czekoladowego mleka sojowego

       Odmówiłam:
- mamby
- czekolady
- śniadania, obiadu, kolacji
- rafaello

       Z fazy "jestem pięknie chuda, chyba powoli zacznę jeść" potrafię w dwie sekundy przejść w fazę "tłuszcz się ze mnie wylewa, mam ochotę go odciąć pierwszym lepszym ostrym narzędziem, które znajdę pod ręką". Męczące.


środa, 20 sierpnia 2014

dzień dwudziesty czwarty

       I znowu post nie wieczorny, ale poranny. Czasami będę tak robić - wtedy, kiedy zmęczenie nie pozwoli mi zebrać myśli po całym dniu.

       Zawartość żołądka:
- cappuccino
- kawa ze śmietanką i mlekiem
- herbata z cukrem i cytryną
- szklanka soku malinowego (z koncentratu)
- woda gazowana (ok. 1,5l)
- mleko

       Odmówiłam:
- herbatników w czekoladzie
- rafaello
- placków z jabłkami
- czekolady
- śniadania, obiadu, kolacji
- obiadu w pracy
- somersby (miałam ochotę wypić wieczorem, ale nie mówiłam rodzicom, żeby mi kupili, bo wtedy musiałabym wydoić całe 0,5l, a nie chcę aż tak się rozbestwiać hahaha)

       Poza tym zawalam moje dni ważenia, ale wczoraj wieczorem waga pokazała 44,6kg, a dzisiaj rano - równe 44kg. Więc jeśli wieczorem ujrzę 43,9, będę mogła zaliczyć kolejny cel :D


wtorek, 19 sierpnia 2014

dzień dwudziesty trzeci

       Post powinien być wczoraj, ale byłam zmęczona, wcześnie poszłam spać i tak o, nawet nie miałam czasu go zrobić.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 1l)
- lekkie cappuccino rano
- dwie słabe kawy ze śmietanką w ciągu dnia
- czerwona herbata z cukrem
- czarna herbata z cukrem i cytryną
- łyk czekoladowej kawy z Mca (mniam)

       Odmówiłam:
- śniadania, obiadu, kolacji
- placków z jabłkami
- jedzenia w Mcu

       Z takich ogólnych rzeczy to moja przyjaciółka dowiedziała się o głodówce i już otwarcie o tym gadałyśmy. Najpierw zarzucała mi hipokryzję, i tu przyznaję jej rację. Potem już sobie gadałyśmy o tym ile obie chciałybyśmy ważyć, o jedzeniu i tak dalej. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak naprawdę uparcie chcę tyle schudnąć. Bo wiecie co? Mam takie momenty, że patrzę na swoje ciało i je podziwiam. Podoba mi się mój wygląd. Podobają mi się moje piersi (jeszcze je mam) i wystające koście biodrowe, nawet moje uda nie są już takie grube. Ale wiem, że jak już zaczęłam i kolejny raz nie zrealizuję celu, to potem znowu będę mieć wyrzuty sumienia. Więc zjadę do tych 49-50kg, tak jak postanowiłam. Poza tym cały czas zdarza mi się spojrzeć w lustro i powiedzieć "o cholera, ile tłuszczu", kiedy spojrzę na swoje uda, na swój tyłek, swoje boczki.

       Byłam załamana wagą, bo od zeszłego piątku niezmiennie pokazywała ponad 55,5kg. Ale wieczorem ujrzałam równe 55 i kamień spadł mi z serca. Nadal chudnę, więc spoko. A tak poza tym to zbliża mi się okres (widzę to po zmianach nastroju i po - na nieszczęście - moim trądziku), więc możliwe, że woda zatrzymuje się w organizmie etc. Jestem ciekawa czy w ogóle dostanę jeszcze okres, ale mam nadzieje, że coś tam będzie. Bo jeśli tak jak po ostatniej głodówce spóźni mi się dwa tygodnie i przez ten cały czas będę miała stan pt. "uważaj, bo ugryzę cię za zwykłe hej" to słabo.

       Dobrze jest nie jeść i wiem, że długo tak wytrzymam. Chociaż czasem tęsknię za jedzenie. Ale szczerze? Jeśli będzie trzeba to mogę tak wytrwać jeszcze dwa czy trzy miesiące, bez żadnego problemu. O ile oczywiście moje zdrowie na to pozwoli i nie zaliczę wcześniej wizyty u lekarza czy coś.


niedziela, 17 sierpnia 2014

dzień dwudziesty drugi

       Głowa zaczęła mnie napieprzać. Nie wiem od czego. Podaję zawartość żołądka razem z odstępstwami od normy, bo one są teraz moją normą. Nie będę się aż tak katować.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 0,5l)
- herbata z cukrem i cytryną
- czerwona herbata z cukrem
- dwie kawy z odrobiną mleka i cukrem
- łyk czerwonego, wytrawnego wina
- cappuccino (zaraz sobie zrobię)

       Odmówiłam:
- śniadania, obiadu, kolacji
- herbatników w czekoladzie
- ptysiów
- sernika
- jakiegoś ciasta drożdżowego
- zapiekanki z serem i pieczarkami

       Z jednej strony nie mogę się doczekać, kiedy zacznę normalnie jeść, a z drugiej wiem, że mogę tak wytrzymać jeszcze długo. Serio. Głodówka stała się dla mnie normą.


sobota, 16 sierpnia 2014

dzień dwudziesty pierwszy

       Mam dziwny nastrój. Wstałam przed 8, obiad "zjadłam" o 13 - żeby zrobić to w pokoju, bo nie szłam dziś do pracy. 

       Zawartość żołądka - wszystko było dziś "niedozwolone":
- herbata z cukrem (mnóstwo)
- kawa z odrobiną mleka i cukrem
- mleko z kawą czekoladową (z ekspresu)
- kilka łyków cydru
- dwa łyki szampana

       Odmówiłam:
- ciasta ze śliwkami
- tiramisu
- babeczek z budyniem i z owocami
- zapiekanek w domu
- śniadanie, obiad, kolacja - to wiadomo, więc już się nie rozpisuję

       Ten alkohol to z okazji urodzin przyjaciela. Poza tym spodnie rozmiar 36 trochę mi z tyłka spadają. Siostra powiedziała mi, że schudłam znowu i w żartach "ty chyba nic nie jesz!" a ja w śmiech oczywiście :') Mama przyjaciółki chyba już się orientuje, że jestem na głodówce. I sama przyjaciółka też. Ale trudno, grunt, że nie zbieram opierdzielu.


piątek, 15 sierpnia 2014

dzień dwudziesty

       Burżuazja bawi się dalej.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 2l)

       Znowu za dużo odstępstw od normy:
- kawa z mlekiem i 1,5 łyżeczki cukru - x2
- gorące, posłodzone mleko
- 250ml somersby
- herbata dilmah z cukrem (1,5 łyżeczki) i cytryną - x2
- czerwona herbata z cukrem - sztuk: jedna

       Odmówiłam:
- ciasta
- śniadania
- obiadu w pracy
- loda z Mca
- obiadu w domu (coś tam z brokułami, mniam ;-;)
- owoców, już mi się nawet nie chce wymieniać jakich
- kolacji
- chleba z pastą z avocado (mamo, przestań robić takie dobre rzeczy)

       Jest coraz gorzej, coraz bardziej sobie odpuszczam. Nie wiem gdzie podziała się moja głodówka na wodzie i gorzkiej herbacie. Będę się musiała dłużej męczyć, eh.


czwartek, 14 sierpnia 2014

dzień dziewiętnasty

       Znowu sobie trochę odpuściłam. Tym razem dlatego, że zasługuję na odrobinę przyjemności. Tak więc słodzę kawę i herbatę, piję lekko kaloryczne oshee i coca colę zero, chociaż jest niezdrowa. I czuję się dobrze. Bo znów słyszę mnóstwo komplementów i czuję się w swoim ciele coraz lepiej.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 1,5l)

       Małe odstępstwa od normy:
- herbata czerwona z cukrem
- herbata dilmah z cytryną i cukrem (kilka kubków)
- kawa z mlekiem i odrobiną cukru
- coca cola zero (1l)
- oshee białe (0,7l)
- pół szklanki mleka

       Odmówiłam:
- kanapek
- banana i innych owoców
- kawy i ciastka z Mca (przyjaciółka chciała mi kupić)
- obiadu w pracy
- czekoladek
- i czekolady
- soku malinowego
- kolacji

       Znów zrobię sobie wieczorem mleko, które posłodzę. Ale potrzebuję go, żeby się wyciszyć po dzisiejszym dniu. Całkiem niezłym dniu. Czuję się szczęśliwa. Nie wiem jak to możliwe, skoro wczoraj miałam tak paskudny nastrój i tyle paskudnych rzeczy się zdarzyło. Ale trudno, na razie cieszę się z tego, co jest teraz c:


środa, 13 sierpnia 2014

dzień osiemnasty

       Hej, dzień totalnie zawalony. To znaczy nie jadłam, ale wszystko słodziłam.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana (ok. 1,5l)

       Małe odstępstwa od normy (dobra, nie takie małe):
- herbata z cytryną i cukrem - chyba czwartą już piję
- dwie kawy z odrobiną mleka i tak, cukrem
- gorące, słodkie mleko - tak, jeszcze go nie piłam, tak, zrobię je przed snem, w pełni świadoma kaloryczności

       Odmówiłam:
- prince polo
- brzoskwini
- kanapek z serem i ogórkiem na śniadanie
- obiadu w pracy
- naleśników (mama bardzo chciała mi je usmażyć)
- kolacji
- kanapek z twarożkiem
- banana

        Miałam wytrwać te pięć dni bez cukru, ale nie wytrzymałam. Rano, bo musiałam walnąć sobie kawę przed pracą, po południu zrobiłam kolejną, bo byłam martwa w robocie. A w domu zaczęłam słodzić, słodzić każdą herbatę. Robię to już z premedytacją, nie kontroluję tego, boję się, jak to się odbije na mojej głodówce, ale w sumie dziś - mam to gdzieś. Bo przechodzę jeden z gorszych dni w swoim życiu i mam totalny mętlik w głowie. I motywacja powoli mnie opuszcza, bo mam jakiś zastój w komentarzach. Nie czuję żadnego wsparcia od innych dziewczyn, nikt mi tu nic nie pisze, na blogach, które obserwuję, prawie nic się nie dzieje... Cały czas woła mnie zawartość lodówki. Od wczoraj. Ale słucham tylko cukiernicy, która krzyczy do mnie podczas parzenia herbaty. Dopóki nie zacznę jeść, będzie spoko.

       Jutro już się ogarnę, obiecuję x


wtorek, 12 sierpnia 2014

dzień siedemnasty

       Nie wiem czy to w wyniku głodówki, czy rzeczywiście pogoda jest taka zesrana, ale cały dzień jest mi zimno.

      Zawartość żołądka:
- woda gazowa (ok. 1l)
- czerwona herbata w kosmicznych ilościach

       Małe odstępstwa od normy:
- łyk jakiegoś piwa od znajomej, Rześkie bodajże - zajebiste jest, polecam

       Odmówiłam:
- wiśni w białej czekoladzie
- activii jagodowej
- jajek na twardo z majonezem
- prince polo
- jabłka
- ciasta ze śliwkami
- obiadu w pracy
- śniadania rano
- kolacji
- naleśników z serem i dżemem
- kawy
- grillowanych polędwiczek z kurczaka z frytkami i surówką (znajoma próbowała mnie naciągnąć na jedzenie, bo powiedziałam jej o głodówce)

       Znów usłyszałam, że schudłam - do mojej pracy wpadły dwie znajome i powiedziały, że widać, i że nawet na twarzy sporo wychudłam. Podbudowało mnie, nie powiem :D A poza tym dzień bardzo miły, poza tym, że mam zimny nosek i zimne uszy i zimne stopy to jest fajnie. Popijam herbatkę, zaraz biorę się za książkę i powoli kładę się spać.

       A jak tam u Was, kochane?


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

dzień szesnasty

       W pracy byłam dziś tylko na chwilę, w związku z czym mama widziała, że niewiele jadłam w ciągu dnia. Dlatego za chwilę muszę iść po coś do jedzenia i ukitrać to w pokoju :c

       Zawartość żołądka:
- woda gazowa (ok. 250ml)
- czerwona herbata
- coca cola zero - wydoiłam 1l, w prawdzie prawie bez kalorii, ale to świństwo straszne, muszę je ograniczyć

       Małe odstępstwa od normy:
- spróbowałam odrobiny sosu czosnkowego, bo w pracy robiłam go z jogurtu i musiałam skontrolować smak
- czy aspiryna się liczy? w każdym razie wzięłam dziś tabletkę, bo fatalnie się czułam

       Odmówiłam:
- ciasta ze śliwkami
- jabłka
- śniadania (pieczywo z masłem i wędliną, jajka, groszek z majonezem)
- kanapek w pracy
- obiadu w pracy
- obiadu w domu (chyba nadal mięso w sosie)
- naleśników z twarogiem i dżemem z czarnej porzeczki (jak ja tego pragnę :c)
- fanty

       Cały czas mam ochotę się ważyć, ale muszę się powstrzymać aż do piątku. Eh, jakoś dam radę. Już się nie mogę doczekać liczb, które ujrzę potem na wyświetlaczu wagi :D


pierwszy cel osiągnięty!

       Pogubiłam się w moich dniach ważenia i weszłam na wagę po imprezie, żeby skontrolować jak bardzo zgrzeszyłam. Dzisiaj upewniam się w tym, co już wiedziałam - osiągnęłam pierwszy cel!

      Waga pięknie pokazuje 55,9kg. Zostało mi tylko 6-7kg, zobaczę jeszcze w miarę chudnięcia, czy będę wolała zostać przy 50kg, czy utrzymać np. 49kg. Cztery i dziewięć to moje ulubione liczby, hahahah. Muszę tylko uważać z mamą, bo zaczęła nabierać podejrzeń :c

       W każdym razie z dumą odhaczam moje 56kg. Aż nie mogę uwierzyć, że tak dobrze mi idzie! Przyznaję, że ostatnio wzięłam też do ręki miarkę i znikające centymetry... dodają mi pewności siebie. Ale na razie waga pozostanie moim głównym wyznacznikiem. A wymiary podam jak już dotrę do końca odchudzania ;)

       Chyba nie ma lepszej motywacji niż długo oczekiwane rezultaty.


niedziela, 10 sierpnia 2014

dzień piętnasty

       Mało rygorystyczna niedziela.

       Zawartość żołądka:
- woda gazowana

       Małe, ale dozwolone odstępstwa od normy:
- gorące mleko z kawą, cynamonem, cukrem i cukrem waniliowym (polecam, to jest cudowne!)
- herbata z cukrem i cytryną
- łyk piwa karmelowego
- sok malinowy (duża szklanka)

       Odmówiłam:
- śniadania (kanapki)
- obiadu w domu (mięso w sosie, chyba z kaszą)
- obiadu w pracy
- kolacji
- ciasta ze śliwkami
- serdelka z pieczywem, musztardą, ketchupem
- arbuza

       Od jutra przechodzę na rygorystyczną głodówkę aż do piątku, bo za bardzo sobie ostatnio odpuściłam. Ważenie będzie teraz wypadało w każdy poniedziałek i piątek. Trzymajcie kciuki x